Ataviros

Region: Rodos

Wysokość: 1.215m npm

Termin: zdobyty 17 maja 2017r.

Czas trwania: 3-4 godziny

Najwyższe wzniesienie Rodos. Mimo, że szczyt nie jest imponujących rozmiarów to nie należy go lekceważyć. Jest to wyzwanie TYLKO dla wprawionych górołazów lub osób znających drogę dojścia. Droga na szczyt jest trudna. Trudności wynikają głównie z faktu, że droga nie jest oznaczona (poza kilkoma czerwonymi plamami na głazach oraz piramidkami ułożonymi przez samych turystów), a wejście prowadzi przez osuwające się gruzowisko (a w wyższych partiach szczytu: łatwa wspinaczka po głazach – są momenty, że musiałam użyć obu rąk do przytrzymania się skały).

Wysiłek dotarcia na szczyt wynagradzają fenomenalne widoki – podobno przy ładnej pogodzie widać stąd nawet Kretę (oddaloną o 300 kilometrów od Rodos).

Ataviros wejścieDo Embonas dojeżdżamy samochodem. Nie wiem gdzie zaczyna się droga na szczyt. Zatrzymujemy się w centrum wioski i pytamy o trasę. Cofamy się z powrotem do restauracji „Embonas View”. Tu spotykamy parę starszych piechurów  – Włochów z plecakami. Widzę, że skręcają w boczną drogę więc wnioskuję, że pewnie idą tam gdzie ja.

Szybko zmieniam buty: sandałki idą w odstawkę, zakładam górskie buty trekkingowe. Żegnam się z Wojtusiem i tatusiem:

– Do zobaczenia za 4 godziny.

Ruszam. Z głównej drogi odbijam w asfaltową szosę prowadzącą w głąb gaju oliwnego. Szosa wije się, zakręca ale cały czas prowadzi mnie pod górę. Pierwszy dylemat mam już po niespełna 5 minutach – droga rozgałęzia się. Zastanawiam się którędy iść. Intuicyjnie wybieram jedną z dróg i z duszą na ramieniu wypatruję Włochów, których widziałam wcześniej. Jak się gubić to lepiej razem. Przyspieszam mając nadzieję, że zaraz ich dogonię.

Zauważam ich w momencie gdy rozmawiają z kierowcą jakiegoś samochodu. Jak się za chwilę okazuje pytali o drogę, bo też nie mają zielonego pojęcia, którędy dojść na szczyt. A kierowca mijając mnie zatrzymuje się i z troską skomentuje moje nogi:

– … – coś tam po grecku do mnie mówi machając rękoma, co interpretuję jako::

– W krótkich spodenkach na Ataviros? Niedobrze! Bardzo niedobrze…

Za radą kierowcy samochodu, koło wielkiego drzewa, odbijamy prawo w wąską ścieżkę. Ścieżka prowadzi nas wzdłuż płotu i wkrótce doprowadza do ciekawej drabinki. Drabinka zamiast furtki – w ten sposób przechodzimy przez płot. Ścieżka nagle znika. Ruszamy na wprost w kierunku masywu górskiego. Na tym etapie okazjonalnie pojawiają się czerwone znaki/strzałki na głazach. Później drogę wskazują nam piramidki ułożone z kamieni. Niestety jakiekolwiek podpowiedzi, którędy iść są tak rzadkie że właściwie cały czas błądzimy. Niby ciężko się zgubić idąc w kierunku najwyższego widzianego punktu, ale w górach nie jest to takie oczywiste. Można bowiem zajść w takie miejsce, z którego trzeba będzie się wycofywać bo przejście dalej okaże się niemożliwe…

Idziemy pomału, bo teren jest osuwisty. To jedno duże skalne rumowisko: trzy kroki do przodu, i zjazd. Osty smagają nam łydki – już wiem co miał na myśli sympatyczny kierowca samochodu.

Włosi idą bardzo wolno. Co jakiś czas zostają w tyle. W pewnym momencie widzę, że siadają na kamieniu i robią sobie popas. Ruszam do góry wyszukując drogi. Gdy po kilku minutach oglądam się za siebie widzę, że Włosi idą w przeciwnym kierunku… Schodzą. No to zostaję sama. Ja i Ataviros.

Chodzenie samej po nieutartych ścieżkach nie jest dla mnie nowością. Idę dalej. Co kilkanaście metrów oceniam sytuację, szukam najlepszej trasy przez skały. Rozglądam się dookoła. Wypatruję najwyższego punktu i w tym kierunku idę. Zbocze góry składa się z dużych bloków skalnych, które utrudniają podchodzenie. Uważam przy tym aby nie zapuścić się za daleko w prawą stronę, bo pamiętam, że tam jest urwisko.

Nikogo nie ma w zasięgu wzroku. Ataviros jest raczej szczytem mało popularnym. Turyści, którzy przyjeżdżają na Rodos spędzają czas na plaży lub zwiedzają atrakcje dostępne samochodem – rzadko kiedy fundują sobie wyrypę na nieprzetartych górskich ścieżkach.

Im jestem wyżej tym widoki piękniejsze. Empanas widzę gdzieś daleko w dole. Na horyzoncie Morze Śródziemne i kilka mniejszych wysepek. Na szczęście nie jest upalnie – słońce od czasu do czasu chowa się za chmury dzięki temu wędrówka jest przyjemniejsza.

Zdobywając kolejne metry wysokości staram się odbijać w lewą stronę. Dobrze przeczuwam, że gdzieś tam będzie wierzchołek Ataviros. Intuicja mnie nie myli. Najpierw zauważam ponad sobą znacznych rozmiarów piramidę ułożoną z kamieni. Gdy do niej dochodzę zauważam białą kopułę radaru. To już szczyt. W sumie zajęło mi 1 godzinę 45 minut by tu dotrzeć.

Ataviros 1.215m npm to najwyższy szczyt Rodos. Samotna góra widoczna niemal z każdego zakątka wyspy. Na szczycie znajduje się „cywilny” radar a nico dalej ruiny świątyni Zeusa zbudowana z wielkich ociosanych skalnych bloków. Tradycja utrzymuje, że zbudował je wnuk króla Minosa, kreteński książę Althemenes. Dobrze widoczne są resztki sanktuarium (temenos), próg wejściowy, szczątki kolumn i cokołów. W pobliżu świątyni Zeusa znajduje niewielką kapliczkę z pięknym widokiem na wszystkie wyspy Dodekanezu i znaczny obszar Azji Mniejszej.

Po prawej stronie masywu, w niższych partiach góry widzę kilkanaście malowniczych wiatraków. Widzę tam też szutrową drogę, którą dobrym samochodem można podjechać aż na sam szczyt.

Po 30 minutach spędzonych na szczycie zaczynam schodzić. Decyzję o zejściu przyspieszają ciemne deszczowe chmury, które nadciągają w pobliże szczytu. Wyobrażam sobie jakie problemy z zejściem miałabym gdyby szczyt spowiła mgła.

Schodząc jeszcze w pobliżu wierzchołku napotykam trzy owieczki. Zupełnie nie zwracają na mnie uwagi.

Uważnie stawiam kroki. Jakakolwiek kontuzja tutaj byłaby nie lada problemem… W trakcie całej wędrówki nie spotkałam na trasie nikogo (poza Włochami, którzy wycofali się zaraz na początku). Niestety schodzenie po piargu jest jeszcze większym wyzwaniem niż samo podejście. Kilka razy zaliczam ześlizg. Często muszę asekurować się rękoma. W końcu po przeszło godzinie dochodzę do szutrowej drogi kluczącej wśród winnic i gajów oliwnych. I przy pierwszym rozwidleniu dróg… gubię się. Dopiero po dłuższym czasie orientuję się, że oddalam się od Embonas. I kto by pomyślał, że po trudach zdobycia szczytu, na ostatnim etapie, będę miała problemy z wydostaniem się na główną drogę…

Odpoczywając w restauracji „Embonas View” raz jeszcze przyglądam się właśnie zdobytej górze. Masyw Attavyros mam na wprost przed sobą. Cieszę się, że intuicja mnie nie zawiodła. Że nie namawiałam tatusia na wspólną wędrówkę rodzinną na szczyt Ataviros. Ataviros w żadnym przypadku nie jest trasą dla dzieci. Bardzo byłoby nierozsądne nieść tutaj Wojtusia w nosidle.

W czasie gdy ja zdobywałam najwyższy szczyt Rodos, tatuś z Wojtusiem zdobyli inny pobliski szczyt: Pros Ilias (798m npm). I w ten sposób wszyscy byli zadowoleni. Dla każdego coś miłego…

Informacje Praktyczne:

– wejście na szczyt Ataviros najlepiej rozpocząć w miejscowości Embonas;

– do Embonas można dojechać autobusem z Miasta Rodos; cena biletu 5 EUR; z Miasta Rodos autobus wyjeżdża o godz 4.45, 13.30 oraz 15.45; powrotny kurs z Embonas: godz 6.00 i 17.00

– najszybciej jest dojechać do Embonas samochodem; z Miasta Rodos trzeba jechać na południe ok 50 kilometrów; samochód najlepiej zostawić przy pierwszym murowanym budynku przed wjazdem do samej wioski – w budynku mieści się „Embonas View Restaurant”, za budynkiem jest mały parking również dla piechurów wybierających się na Ataviros

– „szlak” na szczyt rozpoczyna się tuż przy restauracji (po przeciwnej stronie drogi); trasa nie jest oznakowana (poza nielicznymi trudnymi w identyfikacji znakami), nie ma żadnej ścieżki, której można by się trzymać

– zdobycie szczytu wymaga 3-4 godzin w zależności od kondycji i umiejętności; różnica poziomów do pokonania to 800 metrów (to tyle ile trzeba podejść z Morskiego Oka na Rysy)

– niezbędne wyposażenie: buty górskie!, dużo picia i nakrycie głowy

– na szczyt można też wjechać samochodem; droga tylko częściowo jest asfaltowa; długość ok 12 kilometrów; konieczny samochód z wysokim zawieszeniem, najlepiej z napędem na cztery koła

17 maja 2017r.