![]() |
Turysta już od przyjazdu myśli o powrocie do domu Podróżnik nie wie czy w ogóle wróci…. „Pod osłoną nieba” reż. Bernardo Bertolucci |
Alpinistka, fotograf, przewodnik górski, pilot wycieczek i …..bankowiec. Moją największą pasją są podróże oraz góry co staram się łączyć przemierzając wszystkie kontynenty. Zorganizowałam ponad 10 wypraw globtroterskich. Odbyłam samotną 6-miesięczną podróż po Ameryce Południowej, podczas której podążając przez Andy, zdobyłam szereg szczytów od Ziemi Ognistej po równik. Właśnie wróciłam z wyprawy w Himalajach gdzie jako 6-ta Polka w historii zdobyłam najwyższy szczyt świata Mount Everest. Na co dzień biegam, jeżdżę na rowerze i pływam. Obecnie szykuje się na kolejną ekspedycję – w góry Pamiru. Swoimi doświadczeniami dzielę się z innymi aktywnie działając w klubach górskich i podróżniczych, organizując liczne pokazy slajdów i wystawy zdjęć. Zapraszam na moją stronę!!!
Kim jestem? Nazywam się Magdalena Prask. Jestem dziewczyną z głową pełną marzeń, ciekawą świata
Wiek: niezmiennie …. osiemnaście
Miejsce zamieszkania: Poznań to moje miasto rodzinne (tu się urodziłam, tu wykształciłam i tu jest mój dom). Ale w ostatnich latach mieszkałam też w Londynie, Warszawie i Krakowie.
Wykształcenie: magister ekonomii. Ukończyłam Akademię Ekonomiczna w Poznaniu
Zainteresowania: podróże te dalekie i te bliskie, fotografia, góry. Moją pasją już od czasów licealnych jest szeroko pojęta geografia (w tym się mieści też turystyka, ale i też ciągłe dążenie do poszerzania wiedzy na temat świata, ludzi i zjawisk, które nas otaczają). Miałam indywidualny tok nauczania z geografii, startowałam w olimpiadach naukowych i z tego też przedmiotu zdawałam maturę. Niestety studia na kierunku geografia-planowanie przestrzenne przerwałam na rzecz studiowania bankowości – no cóż własne wybory czasami możemy ocenić dopiero po latach…..
Swoją pasją podróżowania dzielę się współpracując z klubami podróżniczymi i górskimi (m.in. Akademicki Klub Górski HALNY, Dom Kultury „Pod Lipami”, Klub Wysokogórski w Poznaniu).
Z czego żyję: z pracy w banku….. Jestem menadżerem w bankowości korporacyjnej. Dodatkowo publikuję artykuły, organizuję prelekcje / pokazy multimedialne, opowiadam o swoich podróżach i wspinaczce. Współpracuję m.in.:
magazyny: Magazyn Turystyki Górskiej „NPM”, „Wasze Podróże”
telewizja: TVP Poznań, WTK, TVK Winogrady
stacje radiowe: Radio TOK fm, Radio Merkury, Radio Eska, Radio Eska Rock, RMF, RMF Maxxx, Radio Emaus.
Moje serce zostało…. w Patagonii (zarówno tej po argentyńskiej, jak i po chilijskiej stronie). Przepiękny region. Dziki, słabo zaludniony, gdzie warunki dyktuje potężna natura. Spędziłam tam 2 miesiące schodząc ten potężny obszar na własnych nogach. Odwiedziłam dziewięć parków narodowych, z których większość nie jest oblegana przez turystów. Tu dźwiga się wielki plecak (bo jedzenie na kilka dni i odzież na każdą porę roku – duża zmienność pogodowa) i namiot – bo jest to jedyna opcja noclegu. Piękne góry, pokryte śniegiem wulkany, jedne z największych na świecie lodowców… do tego wciąż wracam myślami.
Niezapomniany dzień…. okolice miasta Arica w północnym Chile. Chcę się dostać nad Laguna Chungara położonego w Parque Nacional Lauca. To daleka droga, a nie jeździ tam żadna komunikacja publiczna. Jedyny sposób by się tam dostać to autostop – co dla samotnie podróżującej dziewczyny jest opcją nieco ryzykowną. Stanęłam przy drodze i już za moment zatrzymała się potężna ciężarówka (podobna do krążowników znanych nam z amerykańskich filmów drogi). Sympatyczny kierowca to Boliwijczyk – Marco. Jest w kilkudniowej trasie z Santiago de Chile do Sucre. Ledwo wsiadłam do auta a zaraz na zaimprowizowanym stoliczku pojawiły się boliwijskie smakołyki. Dorzuciłam i ja co miałam dobrego w swoim plecaku. Na odcinku ok. 200km w ciągu kilku godzin musieliśmy wspiąć się z poziomu morza na wysokość 4.500m n.p.m. (więc na naszym magicznym stoliczku nie mogło zabraknąć też liści koki). Gdy wieczorem wysiadłam nad Laguna Chungara okazało się, że Refugio w którym miałam przenocować jest zamknięte a w koło żadnej żywej duszy. Rozłożyłam więc śpiwór nad brzegiem jeziora i zanim zasnęłam z zapartym tchem obserwowałam cudowny różowy zachód słońca.
Jeżdżę…. jak się da i czym się da. Nie korzystam z usług biur podróży – jeśli usługi lokalnych agencji są niezbędne (np. jak przy wejściu na Kilimandżaro) to organizuje je sobie sama (przez internet lub już na miejscu). Preferuję lokalne środki transportu i autostop nad klimatyzowane autokary dla turystów. „Najpiękniejsze” i zarazem najbardziej egzotyczne były podróże lokalnymi autobusami po Indiach – do Mysore wracaliśmy trzykrotnie – za każdym razem gdy próbowaliśmy stamtąd wyjechać autobus psuł się i trzeba było na własną rękę wrócić, by zabrać się kolejnym busem. To dzięki takim podróżom poznaje się ludzi i kraj.
Najlepsze wakacje…. półroczna podróż po Ameryce Południowej: od Ziemi Ognistej po równik. Poznałam fantastycznych ludzi, dotarłam do cudownych miejsc. I po raz pierwszy nie miałam poczucia że ścigam się samą ze sobą (i wszystkimi zabytkami które chcę zobaczyć). Miałam czas na długie rozmowy ze spotykanymi ludźmi i zatrzymanie się na dłużej w miejscach szczególnie dla mnie urokliwych.
W Polsce lubię….. Wszystko. Po zwiedzeniu w latach szkolnych „obowiązkowych” polskich zabytków, jestem na etapie odkrywania Polski nieznanej. Weekendy spędzam na poznawaniu wiejskich kościółków i atrakcji nieopisanych w przewodnikach. Uwielbiam Tatry (z powodu tłumów wybieram miejsca mniej dostępne lub jeżdżę tam zimą), Beskidy (zwłaszcza Sądecki i Niski) i wschodnią część kraju. Uważam, że Polska jest bardzo atrakcyjnym turystycznie krajem.
Mój ulubiony hotel …… to namiot!! Nie ma nic piękniejszego niż noc spędzona w magicznym miejscu z dala od innych ludzi. Niezapomniane są dla mnie noce spędzone pod gwiazdami na górskich szczytach – takich widoków nie ma w żadnym hotelu.
Niebo w gębie poczułam….. w knajpce na plaży nad oceanem Spokojnym w północnym Peru. To był mój pierwszy raz kiedy spróbowałam ceviche (surowa ryba z cebulą w marynacie z cytryny). Później za każdym razem gdy jadłam ceviche czułam to samo – nieziemski smak. Ulubiona kuchnia to dania indyjskie i meksykańskie.
Na wyprawę zawsze zabieram…. bilet lotniczy, własne notatki, przewodnik wydawnictwa Lonely Planet (choć nie można bezkrytycznie wierzyć w to co piszą to jednak wg. mnie to wciąż najlepsze poradniki turystyczne na świecie) i gotowość mierzenia się z tym co nieznane…. Nie mam planu podróży – mam kilka stałych punktów, do których chcę dotrzeć – reszta to otwartość na sytuacje jakie się zdarzą….
Nigdy więcej nie powrócę do…. nie ma takich miejsc. Okazuje się, że nawet w najmniej atrakcyjnych miejscach, trafiałam na coś co sprawiało, ze było warto (ciekawi ludzie, zaskakująca podróż, niespotykana sytuacja). Jest coś co mnie jednak męczy i odstrasza: duże ilości turystów. Dlatego nie jeżdżę w polskie Tatry latem…. I unikam miejsc bardzo turystycznych (a jeżeli tam się pojawiam to w porze kiedy ”turyści grupowi” są jeszcze na śniadaniu – zresztą o tej porze jest najlepsze światło do robienia zdjęć).
Ulubiony kraj….. Tybet, Islandia i Japonia. Magicznym miejscem są wyspy Galapagos oraz Zanzibar.
Wymarzony cel podróży….. Lista jest nieskończenie długa i wiem, że życia mi na to nie starczy. Mam więc priorytety, które mogę zakwalifikować do dwóch grup:
podróże górskie: „Korona Ziemi”, Pik Kożeniowskiej, Matterhorn, Ojos del Salado, Fudżi
podróże globtroterskie: Australia, Antarktyda, Nambia, RPA, Stany Zjednoczone (ze wschodu na zachód) oraz kolejne pół roku w Ameryce Południowej